Twórczość

Więcej
2014/01/30 15:25 #6854 przez Łukasz
Łukasz stworzył temat: Twórczość
Kiedyś pisałem. Teraz nie piszę, tylko żyję.

"Zofia Nałkowska w "Granicy", stwierdza tak: "Chodzi o to, że musi coś istnieć, jakaś granica, której przekroczyć nie wolno, za którą przestaje się być sobą"

Czym jest ta granica? Kto ją wytycza i jest jej strażnikiem? Choć nie jesteśmy tego świadomi, to tłamszeni przez społeczeństwo, nie potrafimy wyjść poza schemat, którego złamanie jest równoznaczne z odrzuceniem. Dlaczego oddajemy się we władanie podstępnej większości, która bezlitośnie uśmierca w nas wszystko, co prawdziwe? Nie możemy a może nie chcemy odczuwać pragnień, które mogłyby stać się naszą zagładą.

Czy jesteśmy tylko postaciami wyjętymi z opowieści Platona o mieszkańcach jaskini? Przebywając uwięzionymi przez całe życie w mrocznej grocie i widząc tylko cienie, nie byliśmy świadomi fałszu, który nas otacza. Jednak pewnego dnia zrzuciliśmy kajdany i zobaczyliśmy świat, w którym słońce przyjemnie ogrzewa twarz i zmusza do mrużenia oczu, świat posiadający barwy, kształty, dostrzegliśmy prawdziwe piękno. Pełni zachwytu wróciliśmy do jaskini. Opowiedzieliśmy o tym innym, a oni nas zabili.



Społeczeństwo tylko czyha na chwilę naszej słabości. Kiedy zaczynamy marzyć, tęsknić do świata, który zobaczyliśmy tylko raz w naszym śnie, wtedy atakuje. A my bezbronni, zatraceni w melancholii, poddajemy się Ich ostatecznej indoktrynacji. I wtedy umieramy i przestajemy istnieć, uciekamy w niebyt. Na grobie naszym rodzi się nowa istota. Istota "doskonała". Uważana przez wszystkich za nas samych, jednak pozbawiona niepewności i cierpienia, które wypełniając każdą część naszego ciała, pulsowało z całą swoją siłą, sprawiając ból. Ból potrzebny. Ból dobry. Ból będący naszym jedynym kompanem i uzdrowieniem w tej nieustającej podróży, jaką jest istnienie.

A czy potrafimy obronić się przed przekroczeniem granicy, za którą istniej już tylko nicość? Czy może odsuwamy ją, okłamując sami siebie? Stajemy się stworzeniami zniewolonymi przez anioła zagłady, jakim jest nasza własna nieświadomość i ignorancja. Czy nas los został ustalony z góry a życie zmienia się w powolną śmierć?
William Blake pisał:



"W blasku ranka, w nocy cieniach
Ktoś się rodzi dla cierpienia
W cieniach nocy, w dnia jasności
Ktoś się rodzi dla radości
Ktoś się rodzi dla radości
Ktoś się rodzi dla ciemności"



Dlaczego niektórzy rodzą się dla radości a inni dla cierpienia? Kto decyduje o tej wstępnej "selekcji"? Któż to z nami bawi się w tę "bezczelną" grę?


Czy pozostało nam już tylko ufać słowom Satre'a, że "Człowiek może był kiedyś doby, ale z pewnością było to bardzo dawno."? Jednak my pragniemy wierzyć, że w głębi duszy jesteśmy jeszcze istotami, które posiadają, może bardzo ukryte i nigdy nie wypowiedziane, ale nasze własne, uczucia i pragnienia.



Esej ukazał się w "Protokole Kulturalnym" w 2004 roku, nr 21/22 - autor: Łukasz Sznura"

.?.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Więcej
2014/01/30 15:38 #6855 przez Łukasz
Łukasz odpowiedział w temacie: Twórczość
ŁUKASZ SZNURA :: MASZYNISTA

***


Boże, ale jestem nawalony. Ale ja już nie umiem inaczej, boję się. Tylu ludzi, ja za nich wszystkich odpowiadam. Setki osób, tyle istnień. Jeśli za zabójstwo człowieka idzie się do piekła, bo tak mówił ksiądz na kazaniu, to co dzieje się jeśli uśmiercisz setkę? Cholera jasna! A mogłem zostać na wsi! Miałbym spokój, a tak to co, tylko zszargane nerwy, łapska się trzęsą. Gdzie mnie też wygnało? Do miasta się chciało, do świateł, do sklepów otwartych przez całą dobę, do kina chciałem chodzić. Ale też miałem pomysły. Na wsi spokój, ptaszki ćwierkają, drzewa szumią, jest zielono, cudnie. I jakie ładne dziewczyny, i takie proste, zwyczajne, a nie te miastowe, jakieś dziwne, tylko im picie w głowie, chodzą w śmiesznych ubraniach. I dlaczego jak na mnie patrzą to tak krzywo się uśmiechają? Czy jestem jakiś szpetny, czy co? U mnie na wsi mówili, że ładny ze mnie chłopak. Przecież chyba nie wychodzi mi z butów słoma. Garbaty ani szczerbaty też nie jestem. Nie wiem co z nimi jest nie tak. Boże, jeszcze tylko 20 minut i będę na miejscu, w Poznaniu. Dwadzieścia lat już prowadzę tę lokomotywę, i nic tylko jadę i jadę, i patrzę na te drzewa, te brudne i obdrapane domki. Tak jak mówiłem, już ze dwadzieścia lat prowadzę tę starą lokomotywę. Robotę od razu po technikum złapałem, wtedy to była fucha i pełen szacunek. Mięso bez kolejki i zawsze tylko najlepsze kęsy. Nie to, co dzisiaj! Dzisiaj to śmieją się z kolei. Że niby to wiocha, że niezadbana, że wszędzie w pociągach syf. Trochę w tym racji, ludzie czasami cisną się po dziesięciu w przedziałach. A kible to już katastrofa, rzygać się chce jak tam wchodzę. Szkoda słów. No, ale takie czasy, państwo już tyle nie daje, co kiedyś, kiedyś było inaczej, może lepiej. Tak więc jadę już tym pociągiem, teraz to tylko 10 minut mi zostało do ostatniej stacji. Kieruję tą kupą złomu, tym potworem ze stali, a ręce mi się trzęsą, chociaż w żyłach już mam pół litra gorzały. Bo od dziesięciu lat piję, regularnie. Jeżdżę tylko w nocy, i boję się. Boję się, że coś się może stać, że będzie wypadek, że ktoś zginie, a ja pójdę za karę do piekła, jak powiada ksiądz na ambonie. Dlatego popijam, tak na nerwy tylko. Jadę i chlup, tak żeby nikt nie widział. Już mam opracowaną technikę picia, wódkę wlewam do termosu, w którym zawsze mam trochę kawy. I mieszam to wszystko. Lubię ten termos, jest ładny, taki srebrny, dostałem go od żony na gwiazdkę. Nikt chyba się nie domyśla, że popijam, zresztą wielu u mnie w pracy popija. Taka robota, że nerwy są, to coś trzeba robić, niektórzy pigułki łykają, a inni nie wytrzymują i odchodzą. Ale co ja jakaś baba jestem, że będę tabletki brał? Odejść też nie mogę, bo żona i dzieciaki, trzeba na chleb robić. A kto mi niby da? Żebrać nie będę, tego mnie ojciec nie uczył. No to sobie jeżdżę i popijam, profilaktycznie. Flaszka mi na noc starczy, to chyba jeszcze nie jest tak źle. Dobrze się czuję, szybko myślę, mam sokoli wzrok, a to jest najważniejsze w tej pracy, co nie?





O kurwa! Szybko hamulec! Ja pierdolę! Skąd on się wziął?! Przecież przed chwilą go nie było! Co to jest? Polonez? Jebany polonez, już dawno powinien być na złomie, pierdolony zabytek PRLu! No i niedobrze, przypierdoliłem w niego. Ale tylko w tył. Trzeba wyjść i sprawdzić co z pasażerem, może należy pomóc. Ale nie! Przecież ja jestem pijany, jak bela. Co tu robić? Boże, Matko Boska, wszyscy święci! Co robić? Przecież mnie z roboty wywalą! Dzieciaki z głodu poumierają! Chryste! Że też ja piłem! Trzeba było zostać w domu dzisiaj, zrobić sobie wolne. O już wiem! Tam są krzaki, jakieś pół kilometra, tam pójdę, schowam się, pomyślę. Jednak nie jestem taki trzeźwy jak jeszcze mi się zdawało, krzywo idę, potykam się o tory, zaraz się wypieprzę i będzie draka, bo sobie coś rozwalę. O nie! Policja! Słyszę, jadą na sygnale. Są już blisko! Muszę się pospieszyć. Gdzie mam fajki? Cholera zostawiłem w pociągu. Boże, jakbym teraz zapalił, wszystko zaraz by mi się w głowie ułożyło. Posiedzę w tych krzakach i pomyślę, co dalej. Ale tu przyjemnie, taki jakby mech jest na ziemi. Jaki on miękki, położę się na chwilę, dam odpocząć sercu, bo chyba zaraz wysiądzie, tak szybko napieprza. Ogarnęła mnie senność. Chwilę tylko poleżę. Chwilę...

copyright(c) by Łukasz Sznura
Napisane około pięć la temu

.?.

Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się, aby dołączyć do konwersacji.

Czas generowania strony: 0.113 s.