Venimus, vidimus, Buchholz vicit

Venimus, vidimus, Buchholz vicit [1] -sprawozdanie pomeczowe.

    W minioną niedzielę odbył się pierwszy turniej z cyklu LECLERC LUBOŃ CUP 2015. Wystartował w nim dublet mieczewsko-kamionecki: Jarosław Malesinski, Krzysztof Borowiak. Obecni byli także kibice z Mieczewa. Startowały 34 drużyny, w tym wielu utytułowanych zawodników ligowych. Każda z drużyn rozgrywała po sześć meczy, systemem szwajcarskim. Pogoda dopisała, a zawody trwały od 9:30 do 17:30. Po serii czwartej nastąpiła dłuższa przerwa na grilla i odpoczynek. Atmosfera była bardzo miła a turniej zorganizowany był dość sprawnie. Grano na 16 torach z tego dwa były bardzo dobre, sześć (na starej bieżni żużlowej) uznać należy za przyzwoite a pozostałe niestety były bardzo miękkie i niezbyt równe.

Pięć pierwszych miejsc zajęły drużyny, które wygrały po 5 meczy. W tym my !!! (nikt nie wygrał wszystkich 6 meczy). Fatalnym zrządzeniem losu (układ par), dublet mieczewsko-kamionecki wylądował na piątym miejscu, pomimo wyników 4:13,13:7, 13:0, 13:6, 13:2 13:1. Wszystkie wyżej zakwalifikowane drużyny miały gorsze wyniki łączne a jednak tabela liczona systemem Buchholza (uzupełniająca ocena jednakowych końcowych wyników zawodników w turnieju polegająca na zsumowaniu punktów zdobytych przez przeciwników) zarejestrowała nas na najniższej pozycji wśród najlepszych.

Wyniki końcowe (wszystkie dublety z 5 wygranymi meczami):

1 "Pieprzyk" (Gorzów) punkty zdobyte 67 stracone 28

2 "MOMO" (Luboń) zdobyte 63 stracone 32

3 "Tour de France (Luboń) zdobyte 65 stracone 40

4 "Kondrat" (Gorzów Wlkp) zdobyte 64 stracone 31

5 „J&K” (Mieczewo) zdobyte 69 stracone 20.

No cóż tak jest to wymyślone i nic na to nie poradzimy (mieliśmy wylosowanych słabszych przeciwników, których gromiliśmy ze szczętem, ale byli oni jednocześnie zbyt mało wymagający i nie przysporzyli nam punktów "za skalę trudności"

Przebieg rozgrywki:

Pierwszy mecz – trafiliśmy najgorzej, jak tylko było można, bo na najlepszą drużynę w turnieju („Pieprzyk”), zaczęliśmy mecz dobrze i po kilku rzutach świnką prowadziliśmy 4:2. Zdenerwowało to wicemistrza polski w rzutach precyzyjnych i nim się obejrzeliśmy było już 4: 13 – ten mecz nie był do wygrania.

Drugi mecz - wylosowano nam zdecydowanie łatwiejszego przeciwnika. Tata z kilkunastoletnim synem dzielnie stawiali opór, ale daliśmy radę i wygraliśmy, tracąc aż 7 punktów. Przez cały mecz byliśmy jednak na prowadzeniu.

Trzeci meczyk to był spacerek – trafiliśmy na sponsora turnieju. Drużyna przeciwna („Latające Koty”) doskonale się bawiła, jednak błyskawicznie wynik podskoczył do 13:0 i przesympatyczna zabawa się skończyła.

Czwarty mecz był bardziej wymagający. Dwóch profesjonalnie zachowujących się przeciwników (których nikt nie znał) stawiło zdecydowany opór, jednak my, wciąż jeszcze po poprzednim meczu w zabawowych humorach chyba ich wytrąciliśmy z równowagi luzackim podejściem do tematu i w kilku wysoko punktowanych partiach wygraliśmy ostateczne do 7.

Piąty mecz - po przerwie, jako że mieliśmy już trzy wygrane na swoim koncie, zaczęliśmy trafiać w losowaniu na coraz lepsze drużyny. Ten mecz graliśmy z drużyną gospodarzy ("e-Luboń"). Jakoś tak wyszło, że nawet nie zauważyliśmy jak to się stało, że wygraliśmy. Rzuty nasze były coraz bardziej dokładne, puenty precyzyjne a strzały skuteczne. Doświadczenie Krzysztofa i jego myśl strategiczna przysparzały nam punktów za każdym niemal razem. Rozgrywka była dłuższa, bo przeciwnik był całkiem dobry i bardzo drobnymi kroczkami – po jednym lub dwa punkty dociągnęliśmy do 13 pozwalając przeciwnikowi na zdobycie ledwie dwóch.

Mecz szósty – znów kolejna drużyna z Lubonia. Bardzo doświadczony zespół, który też już był po czterech wygranych. Starali się usilnie wyprowadzić nas z równowagi okazywanym lekceważeniem. Wyraźnie chcieli się popisać ekstrawaganckimi zagraniami, na które odpowiadaliśmy moją precyzyjną puentą lub dokładnym strzałem Krzysztofa, rozwalającym misternie knutą strategie przeciwników. Punkty w tym meczu zbieraliśmy tak samo mozolnie jak w poprzednim, lecz konsekwentnie, przegrywając tylko jedną partie za 1 punkt.

Ostatecznie zakończyliśmy turniej bardzo zadowoleni z siebie, mieliśmy bardzo mało zepsutych rzutów i przez cały czas udawało nam się zachować jednakowy poziom gry. Wszystkie mecze zakończyliśmy w limicie czasu, co dawało nam długie przerwy na odpoczynek pomiędzy rundami. LECLERC LUBOŃ CUP 2015 odbędzie się w tym roku jeszcze pięciokrotnie. Dreszczyk emocji sportowych na takiej imprezie daje się już odczuć a jeszcze nie ma przesadnego napinania się - myślę, że na ten rok taka skala trudności jest odpowiednia i powinniśmy zmobilizować choćby kilka par z Mieczewa na te kolejne edycje turnieju - wszyscy nasi mieczewscy gracze dali by sobie radę. Na tych najlepszych przeciwników, grających już w lidze, i tak nie ma siły, ale jak widać można o miejsce na pudle zawalczyć. Gorąco zachęcam do udziału w następnym turnieju tego cyklu 21 czerwca.

[1] Venimus, vidimus, Buchholz vicit – Przybyliśmy, zobaczyliśmy a Buchholz zwyciężył

Bruno Buchholz – autor systemu liczenia punktów turniejowych

  • Brak komentarzy