Home Kulturalnie Filmoteka Co nas kręci
Co nas kręci Email
Wpisany przez Ania   
poniedziałek, 26 kwietnia 2010 07:09
Tytuł: "Co nas kręci, co nas podnieca" ['Whatever Works']
Rok produkcji: 2009
Reżyseria: Woody Allen
Scenariusz: Woody Allen
Obsada: Ed Begley Jr., Patricia Clarkson, Larry David

 

„Najśmieszniejszy film Woody'ego Allena.” Tak obiecują reklamy. Bez wahania zrezygnowaliśmy więc ze spędzenia popołudnia na słonecznym tarasie i zamiast tego wybraliśmy ciemną salę kinową. Chcieliśmy uśmiać się do łez. Gdyby dystrybutor filmu zechciał dołączyć do tej jakże sugestywnej reklamy adnotację „Satysfakcja gwarantowana, albo zwrot pieniędzy”...

… na pewno stanęłabym w kolejce do kasy po wyrzucone pieniądze. Fakt, Woody Allen jest reklamą samą w sobie. Jego przedostatni film, „Vicky, Christina, Barcelona” zrobił furorę, ale tego sukcesu nie udało się powtórzyć w najnowszym obrazie.

„Co nas kręci, co nas podnieca” jest filmem, którego Woody Allen nie mógłby się wyprzeć. Jest to film w tradycyjnym allenowskim wydaniu. Głównym bohaterem jest Boris - stary zrzędliwy geniusz cierpiący na ataki paniki. Tradycyjnie też pojawiają się wątki judaistyczne i seks. Jest zatem wszystko, z czego Allen jest w stanie skroić śmieszny, przesycony ironią film.

Zamiast wygadanej, pewnej siebie intelektualistki w stylu Annie Hall, w scenariuszu umieszczona została Melody, głupiutka, prowincjonalna dziewczyna, która dziwnym zrządzeniem losu ląduje pod drzwiami wspomnianego naukowca, a która to jeszcze dziwniejszym zrządzeniem losu zostaje później jego żoną. Zgorzkniały i cierpiący na manię wielkości geniusz musi zmagać się nie tylko z własnymi obsesjami, ale też z żenującą wręcz głupotą swej małżonki oraz jej matki, a następnie ojca, którzy to z czasem stają w progu jego drzwi.

Co nietypowe dla Allena, jego bohater nie ma obsesji na punkcie seksu, a wręcz deklaruje, iż ten aspekt ludzkiej fizjologii go nie interesuje. Braki te nadrabiają inni bohaterowie, zwłaszcza matka Melody, która z małomiasteczkowej konserwatywnej kury domowej przeistacza się w duszę artystyczną, mieszkającą i dzielącą łoże z dwoma mężczyznami. Wisienką na torcie okazuje się nie mniej konserwatywny ojciec dziewczyny, który w chwili słabości przeistacza się z męskiego szowinisty w sympatycznego geja. Pożycie małżeńskie Borisa i Melody, jak można się było spodziewać, również pozostawia wiele do życzenia. Aby nie odkrywać wszystkich kart, dodam jedynie, iż film kończy się happy endem.

Choć wszystkie elementy składowe, dotychczas sprawdzone w większości filmów Allena, są w ilościach wystarczających, by rozbawić publikę do łez, to jednak coś tu nie gra. Może to zbyt przerysowane postaci? Może to historia tak nieprawdopodobna, że aż głupia? A może wreszcie to potrzeba przebicia swoich dotychczasowych filmów, która przejawia się (nie)śmiesznymi monologami głównego bohatera sączącego jad kiedy tylko może, stając się w pewnym momencie nieudaną parodią Woody'ego Allena. A może po prostu mistrz się kończy? Podobno trzeba wiedzieć, kiedy zejść ze sceny. Może ten czas dla Woody'ego Allena nadszedł?

Jestem bardzo ciekawa jego kolejnego filmu. A że tak naprawdę lubię Allena, liczę na to, że wróci do dawnej formy.

Komentarze (0)
Napisz komentarz
Your Contact Details:
Komentarz:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img]   
Security
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.