Zalogowani użytkownicy
BrakOstatnie fraszki:
Galeria foto
Sonda
Z jakiego operatora usług korzystasz (dostawca internetu):
Wszystkich glosow: 38
Ostatnio skomentowano:
- Ania Kuśnierczak nagrodzona
:-) Teraz jestem usatysfakcjonow ana. Dziękuję za ...
29.04.12 22:44 - Ania Kuśnierczak nagrodzona
przesylam link do audycji emitowanej w radiowej JE...
29.04.12 07:44 - Angielski w Mieczewie
Informuję, że są jeszcze wolne miejsca, więc zapra...
24.04.12 02:32 - Czas Mosiny
Szczególnie powinny nas zainteresować strona 10 i ...
23.04.12 10:44
Zawsze warto pisać
Aktualizacja: niedziela, 21 marca 2010 11:50 Wpisany przez Łukasz piątek, 19 marca 2010 10:11
Ksiązka
Zofia Staniszewska, mieszkanka naszej miejscowości, właśnie wydała swoją kolejną powieść. Tak mówi o sobie: „Piszę wiersze, dramaty, bajki, baśnie terapeutyczne, współpracuję z pismem dla dzieci „Świerszczyk" i wydawnictwem Publicat, jestem redaktorką magazynu zaangażowanego FRAGMENT. Publikuję w „ZNAJ”, kwartalniku artystyczno – naukowym Stowarzyszenia Autorów Polskich.
W roku 2008 ukazała się moja powieść „Czarownica z Radosnej”. W 2009 roku Stowarzyszenie „Liberum Arbitrium” wydało mój debiutancki tomik „Jak to było z Zofią i gwiazdą”. 
Sztuce „Urodziłaś się prostytutką” przyznano w 2009 r. główną nagrodę na WINDOWISKU – Gdańskim Festiwalu Teatralnym; dramat "Ballada dworcowa" zdobył w 2008 r. wyróżnienie w IV Ogólnopolskim Konkursie Dramaturgicznym "Lustro. Obraz. Iluzja", organizowanym przez „Dialog” i Ośrodek Teatralny Łódzkiego Domu Kultury.
W 2010 r. ukaże się powieść „Moja les”nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka.
Pracowałam jako nauczycielka i grafik komputerowy. Związana jestem z Poznaniem, tu skończyłam studia na wydziale filologii polskiej UAM. Kilka lat temu przeprowadziłam się z miasta do domu pod lasem, gdzie hoduję konie, psy, koty, pająki, dzieci i męża.”
Łukasz Sznura: Kiedy przeprowadziła się Pani do Mieczewa i dlaczego wybrała Pani akurat tę miejscowość?
Zofia Staniszewska: Do Mieczewa przeprowadziłam się ponad 7 lat temu, choć płot nie ma ciągle bramy. Wybór tej miejscowości polegał na tym, że jeździliśmy z przyjaciółmi po okolicy Poznania szukając miejsca, które przypadnie nam do gustu i będzie nadawało się na trzymanie koni, i gdy znajomy znalazł stary dom Marii Rzeźnik z kawałkiem pola, zaraz przy lesie, zdecydowaliśmy się od razu.
ŁSZ: Co się Pani podoba szczególnie w życiu na wsi, a co może przeszkadza i
dokucza?
ZS: Dużo rzeczy podoba mi się w życiu na wsi (a właściwie poza wsią) – mogę mieć zwierzęta, mogę w każdej chwili znaleźć się w lesie, gdzie pachnie zupełnie inaczej niż w mieście. Latem jem truskawki z własnej grządki i ciasto na tarasie. Wyprowadzając się z miasta nie pomyślałam, że jednak przydają się teatry, kawiarnie, kina, przyjaciele na sąsiedniej ulicy, nie zasypane śniegiem drogi...
ŁSZ: Jak rozpoczęła się Pani przygoda z pisaniem? Od kiedy Pani pisze?
ZS: Zawsze chciałam pisać (jak chyba każdy pisarz:), już jako 7-letnie dziecko wydawałam własną gazetkę i pisałam straszliwe horrory science fiction, które gdy teraz czytam, śmieszą mnie do łez. A na poważnie debiutowałam na studiach – Stowarzyszenie Pisarzy Polskich zamieściło moje wiersze w antologii poezji młodych. Potem była długa przerwa, a od 3 lat zaczęłam wydawać różne rzeczy – dla dzieci i dorosłych.
ŁSZ: Czy z samego pisania „da się wyżyć”?
ZS: Podobno tylko kilku autorów w Polsce żyje z samego pisania, sama poznałam takiego szczęściarza, ale on wydaje kilka grubych tomów fantasy na rok. Ja mam nadzieję, że napiszę tak dobrą książkę, że też nie będę musiała się martwić o kwestie finansowe ;)
ŁSZ: Czy w ostatniej powieści inspirowała się może Pani Mieczewem? Jeśli tak, to czy może Pani zdradzić jakimi elementami tej wsi?
ZS: W powieści „Czarownica z Radosnej” (wydanej półtora roku temu) opisane miejsce jest trochę baśniowe, odrealnione, przeplatają się elementy krajobrazu wielkopolskiego (szpalery wierzb, figurki Nepomucena) i gwara wsi wielkopolskiej z cechami charakterystycznymi dla Polski południowej (w Kaczynie podkieleckim spędzałam wakacje jako mała dziewczynka): błękitne drewniane chatki z kamienną podmurówką, gliniane piece, studnie na korbę, dziurawe mostki, ruiny młynów wodnych...) Jeśli chodzi o Mieczewo to gdzieś tam w mojej prozie przewijają się poznane tu nazwiska: Rzeźnik, Waligóra, Sznura... Poza tym opis pól, lasów i dróg jest ściągnięty z okolicy.
ŁSZ: Czy obecnie nad czymś Pani pracuje? Jeśli tak, to kiedy możemy spodziewać się publikacji?
ZS: W tej chwili myślę nad baśnią o wróżkach – takową zamówiła wczoraj redaktorka czasopisma dla dzieci „Świerszczyk” i nic jeszcze nie przychodzi mi do głowy, a czasu mam niewiele... Kończę też sztukę teatralną i jak zwykle gdzieś tam notuję na czym się da i nie da wiersze. No i za tydzień ukaże się moja druga powieść w wydawnictwie Prószyński.
ŁSZ: Jaką literaturę Pani preferuje? Jakich pisarzy uważa Pani wartych zainteresowania?
ZS: Ulubione książki zmieniają się wraz ze mną. Moje lektury to groch z kapustą - ciągle przepadam za Konopielką Redlińskiego, Latem (ale nie Muminków) Tove Jansson, Balladami Leśmiana, prozą Gombrowicza, reportażami Kapuścińskiego, powieściami Urszuli Le Guin oraz Filipa Dicka i wykładami Leszka Kołakowskiego. A z nowszych rzeczy największe wrażenie ostatnio zrobiła na mnie „Toksymia” Małgorzaty Rejmer. Czytam też wiersze Szymborskiej i mnóstwo innych: Fiedorczuk, Dehnela, Suski, Świetlickiego, Szychowiak... Lubię książki w każdym gatunku (także fantasy lub science fiction), byle dobre.
ŁSZ: Rozumiem, że pisanie i rodzina pochłaniają wiele czasu, to czy znajduje Pani czas na jeszcze jakieś inne zajęcia, hobby?
ZS: Zgadza się, nie mam dużo czasu, gdy zrobię sobie przerwę w pisaniu, to zabiorę się za kolejny obraz olejny lub polepię z dziećmi figurki z masy solnej. Poza tym trochę biegam i czekam na lepszą pogodę,
ŁSZ: Ostatnie pytanie. Dlaczego Pani pisze? Co Pani czuje tworząc?
ZS: Co czuję pisząc? To zależy od tego, co piszę. Olga Tokarczuk w „Biegunach” napisała, że tworzenie literatury to rodzaj kontrolowanej schizofrenii, człowiek przebywa w innych światach, które na dodatek sam kreuje. No więc gdy zajmuję się baśniami, na ogół nie narzekam na samopoczucie, gdy siedzę nad trudnymi, dołującymi tematami (jak ludzie bezdomni w sztuce „Ballada dworcowa”) to rzecz się komplikuje... Ale myślę, że zawsze warto pisać – przed chwilą czegoś nie było, a tu eureka :) i nagle wyskakują z głowy słowa, postacie, zdarzenia. I potem jeszcze okazuje się, że niektóre z tych fikcji, nie-fikcji wpływają na odczucia innych ludzi – dla mnie niesamowitym doświadczeniem była scena czytania moich sztuk przez aktorów – ludzie śmiali się, a potem mówili, że byli wzruszeni. No i jeszcze listy od czytelników – naprawdę miła sprawa.
Dziękuję za poświęcony czas. 
W lutym 2010 roku ukazała się druga powieść Zofii Staniszewskiej, pod tytułem „Moja les”. Książka ta promowana jest jako pierwsza polska les story. Jest to opowieść o miłości dwóch kobiet.
„To historia pewnego uczucia, ukazująca jego wyzwolicielską i zarazem niszczycielską siłę; to opowieść uwodząca humorem i barwną narracją, ciepło zmysłowa i metafizyczna, z pewnością nie sentymentalna. Jednym słowem - historia prawdziwej miłości. A że kobieta kocha kobietę? „
Przy tworzeniu materiału korzystałem ze strony internetowej: www.zofiastaniszewska.pl























Komentarze
Szacunek i gratulacje dla sąsiadki.
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.