Zalogowani użytkownicy
BrakOstatnie fraszki:
Galeria foto
Sonda
Z jakiego operatora usług korzystasz (dostawca internetu):
Wszystkich glosow: 38
Ostatnio skomentowano:
- Ania Kuśnierczak nagrodzona
:-) Teraz jestem usatysfakcjonow ana. Dziękuję za ...
29.04.12 22:44 - Ania Kuśnierczak nagrodzona
przesylam link do audycji emitowanej w radiowej JE...
29.04.12 07:44 - Angielski w Mieczewie
Informuję, że są jeszcze wolne miejsca, więc zapra...
24.04.12 02:32 - Czas Mosiny
Szczególnie powinny nas zainteresować strona 10 i ...
23.04.12 10:44
Białe Szaleństwo
Wpisany przez Ania środa, 11 listopada 2009 11:54
Filmy
Tytuł: "Białe Szaleństwo" ['Nord']
Rok produkcji: 2009
Reżyseria: Rune Denstad Langlo
Scenariusz: Erlend Loe
Obsada: Lars Olsen, Anders Baasmo Christiansen, Marte Aunemo
Wreszcie miałam okazję odwiedzić popularne, a dla niektórych wręcz kultowe poznańskie kino Muza, należące do sieci kin studyjnych. Tego rodzaju miejsca są miłą odmianą od głośnych i komercyjnych multipleksów. Tu mamy nastrój "biblioteczny", spokojny, z kojącym zapachem kawki w tle. W sam raz, by nastroić się do filmu. Nie zobaczymy tu najnowszych megaprodukcji rodem z Hollywood, ale za to kawał przyzwoitego kina europejskiego. Wczoraj kino Muza serwowało film "Białe Szaleństwo".
Krótko mówiąc jest to norweski film drogi z doskonałą muzyką w stylu westernowym, z dialogami i absurdalnymi scenkami niczym z twórczości Marka Koterskiego. Historia jest prosta. Liczba słów wypowiedzianych w filmie nie odbiega pewnie od liczby mieszkańców Finlandii na jeden kilometr kwadratowy. Zimowe widoki, zaśnieżone góry i zawieje przyprawiają o dreszcze. A mimo wszystko film jest ciepły.
Opowiada historię Jomara, mężczyzny z przeszłością. Wraz z biegiem filmu dowiadujemy się, że Jomar był kiedyś zapalonym narciarzem, jednakże po odniesionym wypadku podupada na zdrowiu, przede wszystkim psychicznym. Jego kobieta, Linnea, odchodzi wówczas do najlepszego przyjaciela. Życie Jomara staje się puste, monotonne, urozmaicane jedynie spirytusem i programami katastroficznymi na National Geographic Channel. Wizyta wspomnianego przyjaciela jest momentem przełomowym. Nasz bohater dowiaduje się, że jest ojcem czteroletniego syna Linnei, który mieszka z matką na północy kraju. Wiadomość ta oraz incydent z pożarem sprawiają, że w jednej chwili Jomar wsiada na skuter śnieżny i rozpoczyna długą drogę na północ, aby dotrzeć do syna.
I właśnie w tej drodze towarzyszymy Jomarowi, przy pokonywaniu śnieżyc i rozniecaniu pożaru, przy walce ze śnieżną ślepotą i desperackiej próbie upicia się resztką spirytusu. Historię Jomara wypełniają napotkani po drodze ludzie, z których każdy jest postacią oryginalną, zabawną i smutną zarazem. I każda z tych osób, wywołując uśmiech na twarzach widzów, zmienia głównego bohatera. Każda kolejna wizyta uczy go pewnej mądrości, która sprawia, a właściwie powinna sprawić, że Jomar dotrze do celu jako dojrzały mężczyzna. O tym jednak nie jest nam dane się przekonać.
Film naprawdę godny uwagi. Choć jest on dość specyficzny, odniosłam wrażenie, że podobał się zróżnicowanej wiekowo publiczności. Na pewno warto go zobaczyć, by przygotować się psychicznie do nadchodzącej zimy.
























Komentarze
Lubię kino skandynawskie. Jest specyficzne, wyciszone, ogromne przestrzenie niezamieszkane przez ludzi, mróz, śnieg... Jest dużo magii w tych krajobrazach.
Z tego typu kina bardzo podobał mi się islandzki film Noi Albinoi. Mogę go z czystym sumieniem polecić wszystkim,zarów no młodym jak i starszym widzom. Udane połączenie komedii z elementami dramatycznymi.
Długo jeszcze będą ten film, który opisywałaś, wyświetlać w Muzie?
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.