Zalogowani użytkownicy

Brak

Galeria foto

Wojna polsko-ruska

Filmy

Tytuł: "Wojna polsko-ruska"

Rok produkcji: 2009

Reżyseria: Xawery Żuławski

Scenariusz: Xawery Żuławski

Obsada: Borys Szyc, Roma Gąsiorowska, Dorota Masłowska

 

Wreszcie pozbyliśmy się lekkich wyrzutów sumienia – w miniony piątek wybraliśmy się do Kórnickiego Ośrodka Kultury na regularnie organizowany seans filmowy, do którego to sami wielokrotnie namawialiśmy na tej stronie. Tym razem zachęciła nas „Wojna polsko-ruska”, jeden z głośniejszych polskich filmów zeszłego roku. Pan Sławek Animucki, dyrektor KOK, słusznie określił film jako „yeti”, o którym każdy słyszał, lecz nikt nie widział. Dodam jeszcze, że jak na warunki kameralnych pokazów w KOK, tym razem publika dopisała i zgromadziło się ok. 10 osób gotowych zobaczyć „yeti”.

 

Jeśli ktoś widział w kinie zapowiedzi „Wojny polsko-ruskiej” kojarzy na pewno, że film opowiada o pewnym dresiarzu, którego gra umięśniony do granic możliwości Borys Szyc. Zgadza się – jest Silny, jest Magda – jego dziewczyna, klasyczna blondynka z kawałów rodem, jest jeszcze parę innych postaci, które tworzą środowisko tzw. blokersów. Rynsztokowy język, bełkotliwe dialogi, surrealistyczne momenty, duże tempo sprawiają, że film jest dość trudny w odbiorze. „Wojna polsko-ruska” jest historią, która dzieje się w głowie dziewczyny. To, co widzimy na ekranie jest wizją tego, co owa dziewczyna, czyli Dorota Masłowska we własnej osobie, przelewa na papier.

 

Tak naprawdę ciężko opisać fabułę filmu. Obserwujemy strzępki różnych sytuacji i zdarzeń rozpoczynających się w chwili, gdy Magda rzuca Silnego. W filmie zresztą najważniejsze są postaci jako takie, a nie historia, której widz się spodziewa. Wszystkie postaci są przerysowane, co sprawia, że ich autentyzm ociera się o granice komiksowego absurdu, parodii. Taki sam jest ich język oraz poglądy, które głoszą. Skłonna jestem stwierdzić, że jest to nieznany nam świat prymitywnych, strasznych i wyśmiewanych dresiarzy podniesiony do potęgi drugiej.

 

Jeśli ktoś uznaje firmy Marka Koterskiego i jego zdolność do wychwytywania absurdów z naszej codzienności, może polubić film Xawerego Żuławskiego. W „Wojnie polsko-ruskiej” też są momenty, kiedy możemy się pośmiać. Generalnie jednak film ten ma działanie ogłupiające i dezorientujące, co mocno dało się zauważyć w dyskusji, która miała miejsce po seansie.

 

Na szczęście, sztuka polega na tym, że każdy może interpretować ją na swój sposób, niezależnie od tego, co „autor miał na myśli”. Oczywiście przyjemnie dla obu stron, kiedy interpretacja zgodna jest z intencją twórcy, ale czasem jest to trudno osiągalne. W przypadku „Wojny polsko-ruskiej” wręcz niemożliwe. Były zatem próby doszukania się Gombrowicza i Witkacego, zdemaskowania tytułowych ruskich i odczytania znaczenia filmu. Oczywiście ciężko było zgodnie podsumować film trafną sentencją, która byłaby wspólnym mianownikiem wrażeń kilku oglądających osób. Dlatego, kiedy pan Animucki stwierdził, że być może nie powinniśmy w ogóle doszukiwać się głębszego znaczenia, gdyż film może takowego nie posiadać, zebrani odetchnęli z ulgą i zapytali jaki film będzie za dwa tygodnie...

 

Ktoś widział „Wojnę polsko-ruską”? I jak?

Komentarze  

 
0 #1 Łukasz 2010-02-14 15:04
Nie czytałem książki, ale widziałem film. Najciekawsze w Wojnie polsko-ruskiej było zmieszanie jakie ten obraz powodował w widzach. W filmie brakowało utartego schematu, kolejnych banałów, które w mniej lub bardziej odkrywczy sposób są podawane we współczesnym kinie. Jaki był zatem zamiar reżysera i samej Masłowskiej, w przedstawieniu chaosu, którego byliśmy świadkami? Film był niewygodny, atakował nas, można było odczuć napięcie i obrzydzenie ludzi, zebranych na seansie. Próbowałem zastanowić się po co powstała Wojna polsko-ruska i dlaczego Masłowska napisała tę książkę. Sądzę, że jest to odpowiedź na chaos z jakim pokolenie młodych ludzi musiało i musi się zmierzyć na początku XX wieku. Popkultura, brak wartości, brak autorytetów, wszechogarniają ca pustka i jednocześnie jazgot mediów, w tym wszystkim jest dane dorastać młodym ludziom. Jaki jest zatem sens tego filmu i książki? Pokusiłbym się o stwierdzenie, że nie ma sensu. Jest to krzyk buntu i rozpaczy. Taka to nasza polska odmiana egzystencjalizm u. Czy istnieje zatem jakakolwiek nadzieja, kiedy nawet miłość została zmieszana z błotem? Masłowska znalazła swoją ucieczkę w akcie tworzenia, bo kiedy pisze to jej nie ma, jest jakby poza tym co ją otacza i w czym jednak musi żyć, jednak to też pewien rodzaj bardziej wysublimowanego narkotyku, który jest tylko chwilowym zawieszeniem w trwaniu.
A może to tylko moja nadinterpretacj a? Każdy ma prawo do swojej oceny.
Cytować
 

statystyki

169632
DzisiajDzisiaj259
WczorajWczoraj325
Ten tydzieńTen tydzień584
Twoje IP :38.107.179.238
Zalogowanych: 0
On-line: 23

Pogoda

Mieczewo
Opiekę sprawuje Studio Przy Lesie