Zalogowani użytkownicy
BrakOstatnie fraszki:
Galeria foto
Sonda
Z jakiego operatora usług korzystasz (dostawca internetu):
Wszystkich glosow: 38
Ostatnio skomentowano:
- Ania Kuśnierczak nagrodzona
:-) Teraz jestem usatysfakcjonow ana. Dziękuję za ...
29.04.12 22:44 - Ania Kuśnierczak nagrodzona
przesylam link do audycji emitowanej w radiowej JE...
29.04.12 07:44 - Angielski w Mieczewie
Informuję, że są jeszcze wolne miejsca, więc zapra...
24.04.12 02:32 - Czas Mosiny
Szczególnie powinny nas zainteresować strona 10 i ...
23.04.12 10:44
Avatar
Wpisany przez Ania niedziela, 24 stycznia 2010 11:08
Filmy
Tytuł: "Avatar" ['Avatar']
Rok produkcji: 2009
Reżyseria: James Cameron
Scenariusz: James Cameron
Obsada: Sam Worthington, Sigourney Weaver, Michelle Rodriguez
„Byliście już na Avatarze?” - ku naszemu zdziwieniu w ciągu ostatnich dwóch tygodni większość znajomych zadawała nam to pytanie. Szczerze mówiąc nawet nie myśleliśmy o tym, aby wybrać się na najnowszą produkcję Jamesa Camerona. Określenia typu „przełom w kinie” i „musicie to zobaczyć” nie są dla nas żadną zachętą, wręcz przeciwnie. Choć słyszałam ostatnio, że niechęć do masowych filmów bądź książek jest przejawem snobizmu. Aby nie wyjść na snobów i mieć własne zdanie na temat kinowego szlagieru, wybraliśmy się do Kinepolis, gdzie zaopatrzeni w specjalne okularki przenieśliśmy się w inny świat.
Rok 2154. Amerykanie usiłują podbić obcą planetę, Pandorę, ze względu na niezwykle drogocenny surowiec, którego jest tam pod dostatkiem. Na Pandorę zostaje wysłana misja wojskowa wraz z zespołem naukowców. Zadanie armii jest proste – przekonać do przeprowadzki, a w razie niepowodzenia zgładzić, zamieszkujących planetę tubylców. Naukowcy zaś chcą poznać planetę, jej mieszkańców, obyczaje i życie, a umożliwić ma im to tytułowy avatar. Jest to twór utworzony z ludzkiego DNA oraz genów Na'Vi, czyli mieszkańców Pandory. Avatar sterowany jest mózgiem człowieka, który leżąc w specjalnej kapsule wciela się w postać avatara i przenosi w nową, egzotyczną rzeczywistość. Głównym bohaterem jest Jake Sully, były Marine, który trafia na misję przypadkowo – w zastępstwie nie żyjącego brata. Jake, w przeciwieństwie do innych uczestników projektu, nie posiada żadnego przygotowania do sterowania avatarem, jest traktowany z pogardą, zwłaszcza przez doktor Augustine (Sigourney Weaver). Z czasem okazuje się, że niepozorny i nie doceniany Jake, a właściwie jego avatar, szybko zjednuje sobie sympatię Neytiri. Dziewczyna wprowadza go w świat Na'Vi, a Jake zyskuje uznanie zarówno wojskowych, jak i naukowców. Dla tych pierwszych jest nadzieją na przekonanie mieszkańców Pandory do przeprowadzki, aby Amerykanie uzyskali dostęp do złóż cennego surowca. Doktor Augustin upatruje natomiast w Jake'u źródła upragnionych informacji na temat życia tubylców. Fabuła rozwija się jak na film przygodowy przystało. Mamy więc radość odkrywania nowego terytorium, dobrych Na'vi i złych Amerykanów, a ściślej mówiąc dobrych naukowców i złych wojskowych, wątek miłosny, bohatera, walkę i patos.
Wszystko to sprawia, że „Avatar” jest niezłym kinem familijnym. A to chyba za mało jak na tak szeroko reklamowany „przełom” w kinematografii. Po pierwsze – efekty specjalne. Według mnie film nie wykorzystuje w pełni możliwości, jakie daje technologia 3D. Owszem, widzimy w trójwymiarze, ale z całą pewnością nie ma w tym niczego odkrywczego. Dużo lepsze wrażenia z 3D zapewniają popularne w tego typu projekcjach filmy przyrodnicze. Po dwudziestu minutach filmu, kiedy wzrok przyzwyczaił się do trójwymiarowego świata, zaczęłam zastanawiać się nad fabułą. Każdy, kto widział „Pocahontas”, „Terminatora” i „Gwiezdne wojny”, zauważy pewnie elementy tych filmów w „Avatarze”. Historia z nutką patriotyzmu, słynnym amerykańskim patosem, z okruszkami poczucia humoru. Pokazaną tutaj opowieść można odnieść do tego, co Amerykanie wyrządzili pierwotnym mieszkańcom swojego kontynentu. Ciekawe, jak odbierają ten film potomkowie Indian? Kolej żelazna i „gorączka złota” były dla nich takim samym zagrożeniem, jak amerykańskie czołgi i roboty dla wyimaginowanych Na'vi. Słyszałam opinie, że Pandora jest wizualizacją amerykańskiego wyobrażenia raju. Jeśli takie było zamierzenie Jamesa Camerona – udało mu się. Pokazał raj, który Amerykanie sami sobie zniszczyli. Tyle, że zamiast w zużytej formule westernu, przedstawił to w futurystycznej i kasowej produkcji.
Jednym słowem, nic nowego. Najnowszy film Camerona nie zawiera nic, co zapada w pamięć. Efekty rozczarowują, fabuła jest przewidywalna. Gdzie ten przełom? Podejrzewam, że przełomowe są zyski, jakie ten film przyniósł swoim twórcom. „Avatar” - byłam, widziałam, zapomniałam.
























Komentarze
Ocena efektów to rzecz gustu i wiedzy technicznej jak widzę.
Fabuła denna ale moim zdaniem to celowy zabieg.
Poszedłem na film nie widząc żadnej ochoczej zapowiedzi, reklamy itd. Skłoniła mnie do tego duża rozbieżność opini wśród znajomych. Otóż jedna mówiła o przesycie kolorów od którego oczy bolą, inna o cudownym miejscu w którym chciałoby się zamieszkać, jeszcze inna o głównej postaci w kosmosie na wózku inwalidzkim... Po prostu musiałem sprawdzić.
I co?
Uważam, że dzieło jest wielkie jeśli każdy może je przeżyć na swój sposób nie wpadając w shemat postrzegania.
Awatar jest zatem dziełem wybitnym.
Jak się okazało ja również znalazłem swoją opowieść. Opowieść o Raju utraconym, nie tym amerykańskim ale biblijnym. Tęsknota za czasami kiedy człowiek współistniał z przyrodą i ją rozumiał.
Już kiedyś mieliśmy taką sytację.
Rozdmuchanymi zapowiedziami nabija się
ludzi w butelkę...
Czego to ludzie nie wymyślą, żeby od
drugich wyciągnąć pieniądze...
Za 112 (bez picia i paszy!)złotych
czteroosobowa rodzina
może spędzić czas o wiele przyjemniej...
Ilość wyświetleń jest miarą powszechności zastosowania pewnej techniki i niczego więcej.
No i nikt w tym wątku nie użył do tej pory określenia "wybitne"
A niby czego to ma być miarą???
Wartości???
Czyta się wszystko!
To co zachwyca i bulwersuje!
Iloś wyświetleń stron xxx nie mówi
o ich wartościowości...
A jest pewnie duża...
To, że ludzi coś zachwyca albo
bulwersuje nie znaczy, że jest
wybitne...
Zapowiedzi, reklamy, PR...
I co?
Prowokujące? W którym miejscu?
Wybitne - bez przesady!
Oglądając zapowiedzi i czytając pierwsze reklamy
wiedziałem, że to będzie marne kino...
Avatar wzrusza na poziomie "Na dobre i na złe"...
Porusza na pozomie "Sprawy dla reportera"...
Efekty 3D... czy ja wiem?
Fabuła - oklepana...
Aktorzy - powszedni...
Postaci - bajkowo OK, realnie przesada...
Aha, jedna pochwała...
Świetna robota działu PR...
Niesamowita maszyna
do robienia pieniędzy....
Po raz pierwszy byłem w tak
pełnym kinie...
Mam nadzieję, że sale będą pustoszeć...
Film zdecydowanie na 1 raz...
Myślę że nie ma nic złego jest opowiadaniu bajek, tym bardziej gdy są po prostu "ładne"..
Nasze wymagania po prostu nie są takie same. Chyba sama dostępność obrazów powoduje, że jesteśmy bardziej na nie wyczuleni i ostrożniejsi w doborze repertuaru.
Oczywiście nie będę bronił na siłę Avatara, jasne jest, że spece od marketingu przy tej okazji zrobili swoje i rozmuchali efekt końcowy. Oceniając sparwę chłodno trzeba jednak stwierdzić że przełom w technice się dokonał: oto niemal pod strzechy dotarła technika 3D.
Nie wiem czy za sprawą Avatara czy przy jego okazji ale ilość wyświetleń mówi sama za siebie...
Zakładasz specjalny hełm i rękawice i możesz brać udział w filmie, np stoisz u boku Johna Rambo
Albo inna opcja. Czujesz smaki i zapachy, które wydobywają się z ekranu.
Ale na razie to chyba tylko czyste science fiction
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.