Zalogowani użytkownicy

Brak

Galeria foto

Po urlopie - bez pracy :(

Różne

Wróciła do pracy po macierzyńskim. Biurka już nie miała

Rodzina Kolankiewiczów40 pracowników WSB podpisało się pod petycją przeciw zwolnieniu z pracy koleżanki. Kiedy chorująca na zanik mięśni kobieta wróciła po urlopie macierzyńskim, usłyszała, że jej stanowisko zostało zlikwidowane

- Byliśmy zawsze pod wrażeniem tego, jak Mirka sobie radzi, wielu z nas chciałoby mieć tyle siły i pozytywnej energii co ona - opisuje ją koleżanka z pracy. Mirosława Kolankiewicz pracowała w biurze rekrutacji Wyższej Szkoły Bankowej, była też pełnomocnikiem rektora ds. osób niepełnosprawnych.

- Nigdy nie chciałam użalać się nad sobą, chciałam żyć. Nieraz z kuzynką jechałyśmy w Polskę, brała mnie na plecy i do pociągu - śmieje się Kolankiewicz. Siedzi na wózku inwalidzkim.

- Miałam 8 lat, gdy okazało się, że mam zanik mięśni. Jeszcze w liceum mogłam chodzić, trzymając się ściany. Teraz mogę jeszcze wstać z krzesła. Zanik mięśni osłabia stopniowo, ale u mnie nie dzieje się to gwałtownie, wciąż mogę pracować, prowadzić dom - opowiada.

Na furtce domu Mirki i Romka Kolankiewiczów tabliczka: "Droga do raju". Pobrali się przed dwoma laty. Po ich domu biegają 11-letnia Sylwia i 7-letnia Natalia.

Mirka: - Z powodu mojej choroby nie mogliśmy mieć swoich dzieci.

Roman: - Ale od dawna myśleliśmy o rodzinie zastępczej. W urzędach robiono nam problemy, twierdzono, że niepełnosprawność Mirki wyklucza nas. W końcu wywalczyliśmy tyle, że pozwolono nam uczestniczyć w kursie na rodziców zastępczych. A potem spodobało im się nasze zaangażowanie...

W 2009 r. dostali wiadomość, że w domu dziecka czeka na nich Sylwia, rok później przyjęli drugą dziewczynkę.

Mirka: - Sylwia szybko się zaaklimatyzowała. Obawialiśmy się jednak o młodszą Natalię, kiedy więc przyszła do nas, skorzystałam z urlopu macierzyńskiego. Wzięłam tylko trzy miesiące, resztę wykorzystał mąż, chciałam wrócić do biura, wiedziałam, że jest dużo pracy...

Kolankiewicz jest absolwentką WSB. Pochodzi spod Malborka, ale wybrała szkołę w Poznaniu, ponieważ była przystosowana dla niepełnosprawnych. Po studiach zdobyła pracę w administracji uczelni. - Napisałam projekt z analizą tego, czym mogłabym się zajmować, przedstawiłam pomysł na rozwinięcie telemarketingu, zdobyłam dofinansowanie z programu PFRON, z którego kupiono sprzęt komputerowy, wyremontowano biuro. Przepracowałam w WSB sześć lat, dostawałam pozytywne oceny - opowiada.

W sierpniu ub.r. poszła na urlop macierzyński, wróciła do pracy w połowie grudnia. - Kiedy weszłam do biura, okazało się, że nie siedzę już przy swoim biurku, w moich szafach było pusto, nikt w biurze się nie odzywał. O godz. 15 przyszła kadrowa i powiedziała, że rozwiązują ze mną umowę, bo moje zadania zostały rozdzielone innym i moje stanowisko okazało się niepotrzebne - relacjonuje. - Byłam zaszokowana, bo w trakcie urlopu kontaktowałam się z moją przełożoną Dorotą Michor i nie wspomniała o tym słowem - dodaje.

Dzień później 40 pracowników WSB podpisało się pod petycją do zarządu szkoły przeciw takiemu potraktowaniu pracownika. - To był szok dla nas wszystkich. Bo znamy Mirkę jako osobę niezwykłą i oddaną szkole. Uważamy też, że uczelnia to instytucja wyższej użyteczności publicznej i oprócz zarabiania pieniędzy, powinna przekazywać wartości, uczyć na swoim przykładzie etyki i społecznej odpowiedzialności biznesu - mówi jedna z pracownic WSB (woli nie podawać nazwiska w "Gazecie").

Zarząd w odpowiedzi zorganizował spotkanie. - Pytaliśmy: dlaczego nie zaproponowano jej innego stanowiska, bo wiemy, że w szkole jest praca. I czy Mirka nie padła ofiarą konfliktu personalnego, który był w dziale rekrutacji. Usłyszeliśmy, że zdecydowały względy ekonomiczne - relacjonują.

Mimo prób "Gazecie" nie udało się porozmawiać z nikim z władz szkoły. "Rozmowa nie będzie możliwa" - odpowiedziała mailem rzeczniczka Karolina Nawrot. Przesłała oświadczenie, w którym wyjaśnia, że "obowiązki dotychczas wykonywane przez Panią Mirosławę zostały powierzone pozostałym pracownikom", a decyzja ta "była podyktowana względami związanymi z funkcjonowaniem Uczelni i efektywnością ekonomiczną". Podkreśliła, że pani Mirosławie oferują "pomoc w znalezieniu nowego zatrudnienia i podnoszeniu kwalifikacji".

Kolankiewicz: - Szkoda, że ta oferta pojawiła się dopiero po petycji, a nie gdy wręczano mi wymówienie...

Wniosła pozew przeciwko WSB do sądu pracy. Krystyna Wasilewska, kierownik sekcji prawnej Okręgowego Inspektoratu Pracy, przypomina: - Pracownik ma ustawowe prawo do urlopu macierzyńskiego, a po urlopie pracodawca ma obowiązek zatrudnić go na tym samym stanowisku i warunkach. W sądzie pracodawca będzie musiał udowodnić, że doszło do tak głębokiej reorganizacji firmy, że likwidacja stanowiska była konieczna.

Na pytanie o etykę i społeczną odpowiedzialność biznesu, rzeczniczka przesłała odpowiedź dziekana Wydziału Finansów i Bankowości, dra Romana Łosińskiego: "Tak w przypadku Pani Mirosławy, jak i innych pracowników nasza organizacja zawsze stara się dbać o ich prawa. Funkcjonujemy jednak w otoczeniu rynkowym, co oznacza, że musimy też brać pod uwagę kryterium efektywności ekonomicznej".

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań

Ostatnio aktywni

statystyki

168738
DzisiajDzisiaj306
WczorajWczoraj336
Ten tydzieńTen tydzień1623
Twoje IP :38.107.179.236
Zalogowanych: 0
On-line: 25

Pogoda

Mieczewo
Opiekę sprawuje Studio Przy Lesie