Zalogowani użytkownicy
BrakOstatnie fraszki:
Galeria foto
Sonda
Z jakiego operatora usług korzystasz (dostawca internetu):
Wszystkich glosow: 38
Ostatnio skomentowano:
- Spotkanie z burmistrzem
Pozwoliłem sobie wysłać informacje do p. Burmistr...
17.05.12 13:50 - Spotkanie z burmistrzem
Niejedna prośba była w kierunku p. Burmistrz, np. ...
17.05.12 13:31 - Spotkanie z burmistrzem
Na prośbę burmistrza !? Co jest grane – przecież t...
16.05.12 09:53 - Spotkanie z burmistrzem
To na wyraźną prośbę burmistrza jest zwołane to ze...
16.05.12 07:07
Wyprawa do Norwegii
Aktualizacja: piątek, 09 września 2011 14:35 Wpisany przez Zofia Staniszewska piątek, 02 września 2011 09:23
Reportaże
Po powrocie mieliśmy na liczniku 3,5 tysiąca km (plus prom ze Świnoujścia do Ystad) To niewiele, bo zwiedzaliśmy tylko Fiordy Zachodnie, nie dotarliśmy na północ za krąg polarny.
W skrócie nasze wrażenia:
- Norwegowie inaczej odczuwają temperaturę, w dżdżysty i wietrzny poranek spotkaliśmy kąpiące się w fiordach syreny, które zachęcały nas do przyłączenia się do zabawy - okutani w kurtki, tchórzliwie nie skorzystaliśmy z ich propozycji;
- gdy na drodze tworzy się korek, tzn. że na początku wianuszka samochodów jedzie zgodnie z przepisami Polak (mandaty są bardzo wysokie), ale tak ogólnie po krętych drogach wszyscy suną ostrożnie;
- w domach o prostej, niewyszukanej bryle, prawie zawsze pokrytych sidingiem, nie ma firanek, często dachy porastają bujną trawą, a nawet małymi choinkami – ze względu na częste opady nie ma kłopotu z podlewaniem;
- wybierając się do Norwegii pod koniec sierpnia, trzeba wziąć pod uwagę, że jest tu dawno po sezonie, szkoła zaczyna się 20 sierpnia, kempingi są wymarłe, a nam w namiocie było delikatnie mówiąc – zimno;
- miasteczka są jak wymarłe, na jeden kilometr ulicy spotyka się jedną osobę, najczęściej młodą matkę z wózkiem;
- na polach kempingowych można spać pod namiotem, ale do dyspozycji podróżnych stoją też puste przyczepy z pełnym wyposażeniem lub małe drewniane domki – hytte, zwykle w bardzo przystępnej cenie (dlatego po trzech nocach zdecydowaliśmy się na sławne hytte);
- ceny żywności są porażające, dwa razy skusiliśmy się na małe zakupy: chleb norweski wcale nie jest zły (za to pięć razy droższy niż w Polsce), słone masło – brr... całą żywność najlepiej spakować przezornie do samochodu;
- Norwegia jest przyjazna turystom, co kawałek znajdują się miejsca parkingowe ze stołami i toaletami (ciepła woda, mydło!) oczywiście darmowe, postoje zlokalizowane są w malowniczych miejscach, wiec podgrzewając obiadek ze słoika na kocherze można sycić oczy pięknymi widokami;
- swoją miłość do kraju Norwegowie wyrażają wywieszając gdzie się da flagi narodowe;
- Norwegowie nie jedzą i nie zbierają grzybów (na poboczu zebraliśmy całą masę kozaków);
- nie ma zjazdów do lasu i mnóstwa uroczych leśnych dróżek, za to po drogach bez problemu snują się melancholijne krowy i owce, kierowcy co rusz natykają się na znaki drogowe ostrzegające przed łosiami, krowami, a w pewnym miejscu również przed trollami J
- każdy Norweg mówi lepiej lub gorzej (najczęściej bardzo dobrze) po angielsku.
Co zobaczyliśmy? (i gorąco polecamy):
- Złota Droga, w tym Droga Trolli, wjazd serpentyną (nachylenie 12%) przypominającą drabinę pośród gór i wodospadów. Na szczycie punkt Utstiken, z którego rozciąga się widok na całą dolinę i szczyty;
- rejs statkiem wśród wysokich skalnych ścian Geirangerfjorden, po których spadają kaskadami wodospady;
- Oceanarium w Alesund – wspaniałe, dwa razy na dzień odbywa się karmienie olbrzymich ryb (wilcze ryby, płaszczki, halibuty) przez płetwonurka, można karmić kraby krewetkami, dotykać rozgwiazd i innych dziwów Oceanu Atlant
yckiego;
- malowidła naskalne w Ausevik – pochodzą sprzed 3 000 lat, przedstawiają ponad 300 postaci ludzi, zwierząt (najczęściej jeleni) oraz tajemnicze symbole;
- jęzor lodowca Nigardsbreen – niestety wejście tylko z przewodnikiem - przepiękne, majestatyczne piękno błękitnego lodu z kilkunastometrowymi rozpadlinami;
- kościółek typu stav w Borgund z XII w. charakterystyczny dla budownictwa skandynawskiego (niestety w remoncie) na skromnym cmentarzu, po którym jeździła kosiarka;
- w Oslo wart zobaczenia Park Vigelanda, który nagim ludzkim ciałem (oczywiście wykutym w kamieniu) zaludnił park, niesamowite połączenie realizmu (jak wiernie oddał emocje!) z symbolizmem;
- w Oslo zwiedzaliśmy też Muzeum Łodzi Wikingów (wspaniała łódź, na której pochowano księżniczkę Wikingów), Muzeum Statku Polarnego Fram na Półwyspie Bygdoy oraz średniowieczną Twierdzę Akershus (szczególnie godna polecenia dla dużych i małych chłopców, w tym Muzeum Sił Zbrojnych z zabawami i nagrodami);
- i ostania atrakcja – na promie przeżyliśmy dwa sztormy - ten pierwszy malutki, nie ma co wspominać, ten drugi – 8 w skali Beauforta! Tej nocy wyszło na jaw, że moja torebka, z której rodzina śmiała się, porównując ją do torebki Mamy Muminka, okazała się niezwykle przydatna. Wyciągnęłam z niej szperając między offem na komary, balsamem z filtrami przeciwsłonecznymi, herbatnikami w czekoladzie, butelką z wodą, kroplami do nosa, chusteczkami nawilżającymi, mapą Norwegii – aviomarin! Tylko on pozwolił na jakie takie przeżycie tej nocy na pięknym promie Polonia, pływającym oczywiście pod banderami egzotycznego kraju, w którym płaci się mniejsze podatki za rejestrację.


























Komentarze
Pozdrawiam MK - dzielną globtroterkę i zazdroszczę 31 krajów!
Kanał RSS z komentarzami do tego postu.