Zalogowani użytkownicy
BrakOstatnie fraszki:
Galeria foto
Sonda
Z jakiego operatora usług korzystasz (dostawca internetu):
Wszystkich glosow: 38
Ostatnio skomentowano:
- Spotkanie z burmistrzem
Pozwoliłem sobie wysłać informacje do p. Burmistr...
17.05.12 13:50 - Spotkanie z burmistrzem
Niejedna prośba była w kierunku p. Burmistrz, np. ...
17.05.12 13:31 - Spotkanie z burmistrzem
Na prośbę burmistrza !? Co jest grane – przecież t...
16.05.12 09:53 - Spotkanie z burmistrzem
To na wyraźną prośbę burmistrza jest zwołane to ze...
16.05.12 07:07
Reportaż wakacyjny
Aktualizacja: czwartek, 09 grudnia 2010 11:27 Wpisany przez Ania środa, 25 sierpnia 2010 12:57
Reportaże
Wakacje nieuchronnie zbliżają się do końca. Opaleni i wypoczęci wracamy do naszych domów. Dzieci szykują się do szkoły, my próbujemy uporządkować zarośnięte trawniki , w międzyczasie wymieniając z sąsiadami wrażenia z wakacji. Jeden z mieszkańców Mieczewa podzielił się z nami niesamowitą przygodą, której świadkiem był w czasie rodzinnych wakacji.
Czy widzicie coś surrealistycznie niepokojącego na drugim planie tego banalnego zdjęcia wakacyjnego ? Nie chodzi o żaglówkę, tylko ten drugi obiekt pływający ...
Siedzę z rodzinką w knajpce, bezpośrednio na nabrzeżu małej przystani, na niewielkiej wyspie na Adriatyku. Niedaleko po lewej przycumowane są zarówno luksusowe łodzie morskie i jachty, jak i poobijane, skromne łódki rybackie. Po prawej, na samym nabrzeżu jest parking, na którym stoi nasz samochód.
Właśnie atakuję widelcem sałatkę z ośmiornicy, kiedy słychać donośne „chlup”. Rzut okiem – widzę Renault Clio, które właśnie zjechało na wodę i wracam do jedzenia. W ciągu następnej sekundy działo się sporo. „Przecież Clio nie jest przystosowane do pływania po wodzie” - myślę i z niechęcią odrywam się od mojej ośmiornicy.
Rzucam widelec, podrywam się i intensywnie próbuję przypomnieć sobie, w których kieszeniach mam dokumenty i kluczyki od samochodu, gdybym za moment musiał wskakiwać do wody. Jednocześnie próbuję rozpoznać wzrokiem czy w Renault siedzą ludzie albo czy widać fotelik dziecięcy. W następnej sekundzie oceniam - ludzi nie ma, dalszą akcję można zatem pozwolić przejąć właścicielowi samochodu. Agnieszka krzyczy - „on stał tuż koło naszego samochodu, mógł go pociągnąć za sobą !” Biegnę na parking – nie, nasza bryka stoi nadal i nie jest uszkodzona. Wyjmuję z bagażnika aparat i zaczynam pstrykać fotki.
W tym czasie młoda para obserwuje jak ich samochód łagodnie dryfuje i odpływa parę metrów dalej – i o dziwo nie tonie. Nie mogę pojąć, że ten facet po prostu stoi i patrzy ! Ja już dawno wskoczyłbym do wody i próbował coś zrobić. Nie wiem czy się śmiać (to absurdalny i paranoidalny widok) czy współczuć i płakać (gdyby to był mój samochód – brr ...). Kolejny raz upewniam się, czy hamulec ręczny w moim samochodzie jest dobrze zaciągnięty – ten irracjonalny niepokój nie opuści mnie już do końca tego wieczora.
Grupka rybaków na spokojnie komentuje poczynania samochodu, który teraz stał się niezależny od właściciela i żyje własnym życiem kaczki morskiej. Właściciel Clio załamany siada na ławce na nabrzeżu, wyjmuje telefon i zaczyna gdzieś dzwonić.
Po chwili od grupki rybaków oddziela się trzech śmiałków, wchodzą do motorówki i próbują odholować samochód na pochylnię nabrzeża. Naprężają muskuły, silnik motorówki rzęzi i ciągnie ale samochodowi to się nie podoba. Najwyraźniej Clio nie chce być holowane tyłem, bo prąd wody wdziera się do komory silnika i samochód zaczyna zanurzać ryj coraz głębiej w wodzie i orać morze.
Rybacy nie poddają się jeszcze, ale trwa walka z czasem. Dystans do pochylni zmniejsza się bardzo wolno, coraz trudniej utrzymać im samochód na linie i zapanować nad łódką. Samochód nabiera wody i jest coraz cięższy - już zdecydowanie wszedł w lot nurkujący i wystawia na rybaków swój wdzięczny zadek, wygląda teraz jak spławik wędkarski na wieloryby. Łódka rybaków uderza w inne jednostki pływające, nie panują nad kierunkiem holowania i prawie stoją w miejscu, silnik motorówki się dusi.
Załoga łodzi puszcza linę i pozwala samochodowi swobodnie opaść na dno. Kilka wirów na fali – i samochodu nie ma. Właściciel nadal stoi na nabrzeżu i patrzy.
Miejscowa młodzież wskakuje do wody i nurkuje – robią zdjęcia wodoodpornymi aparatami. Jeśli właściciel samochodu nadal będzie tylko siedział, to niebawem jego Clio stanie się atrakcją turystyczną dla nurków-amatorów.
Myśleliśmy, żeby poczekać na dalszy ciąg akcji, ale stwierdziliśmy, że zanim na tę wysepkę przybędzie straż pożarna lub inna ekipa ratownicza to minie noc. Lepiej nie zapeszać i czym prędzej zabierać nasz własny samochód z tej zatoczki.
Rafał

























