Zalogowani użytkownicy

Brak

Galeria foto

Ostatni zimowy akcent

Reportaże

Jak nie dać się zimie

Nie tak dawno temu, w czasie gdy większość z nas wygrzewała się przed kominkiem złorzecząc na uroki zimy, Rafał, mieszkaniec Mieczewa, wraz ze swoim 8-letnim synem Wojtkiem twardo stawiali czoła trudnej zimowej rzeczywistości na szczycie Turbacza. Jeśli chcecie dowiedzieć się co zrobić w przypadku lawiny, czemu nie jeść czekolady i jak wykopać jamę w śniegu, przeczytajcie naszą rozmowę. Choć zima ma się ku końcowi, warto wziąć sobie do serca chociażby niektóre z poniższych wskazówek. Kto wie jakie niespodzianki będzie miała dla nas kolejna zima?

 

A: Zacznijmy od początku. Powiedz parę słów o samym szkoleniu.

R: Szkolenie organizowane było przez poznański sklep turystyczny Woda Góry Las, firmę Alpinus, portal exploruj.pl oraz Outdoor Poland.namioty_na_Turbaczu Było to szkolenie weekendowe z bardziej zaawansowanej turystyki górskiej.

A: Czy każdy mógł się na nie zapisać?

R: Jasne, w sumie zgłosiło się 80 osób, z czego 76 przyjechało. Duża ilość uczestników pokazała, że jest duże zapotrzebowanie na tego typu szkolenia. Tym bardziej, że uczestnicy byli z całej Polski, również znad morza.

A: Jaka była średnia wieku?

R: Głównie wiek studencki - kilka osób około czterdziestki, najmłodsi uczestnicy byli w wieku maturalnym.

A: Czyli Wojtek był „rodzynkiem” na szkoleniu?

R: Tak, Wojtek wraz z dwoma kolegami byli zdecydowanie najmłodsi.

A: Dla kogo właściwie było to szkolenie? Domyślam się, że raczej dla tych, którzy uprawiają zimową turystykę górską?

R: Organizator zaznaczał, że jest to szkolenie bardziej dla początkujących niż „wyjadaczy”. Na miejscu okazało się, że większość uczestników to ludzie, który chodzą w Tatrach.

A: Opowiedz proszę jak wyglądało szkolenie. Rozumiem, że spaliście pod namiotami?

R: Nie wszyscy. Niestety Wojtek z powodu nie przespania pierwszej nocy był zmęczony, a więc nie spełnił warunków, by móc spać pod namiotem, tak więc spędził noc w schronisku. Zresztą część uczestników szkolenia również spała w schronisku, nie każdy musiał rozbijać namiot. Choć 80% uczestników rozbiło namioty już na pierwszą noc.

A: Jaki był zakres szkolenia?

R: W sumie było 5 szkoleń, z których uczestnicy mogli wybrać 3 interesujące ich tematy. Można było wziąć udział w szkoleniu lawinowym, prowadzonym przez ratowników TOPR. Myślę, że to było szkolenie, które mogło przyciągnąć największą liczbę ludzi. Poza tym było szkolenie medyczne, szkolenie sprzętowe i biwak zimowy, podczas którego dowiedzieliśmy się m.in. jak wykopać odpowiednią jamę w śniegu. Zresztą uczestnicy rzeczywiście wykopali jamę, w której zmieściło się 8 osób, co zajęło im prawie cały dzień.

A: A wydawać by się mogło, że jama to kilka machnięć łopatą, które wykonujemy w sytuacji kryzysowej?

R: Jest to powszechne i niestety błędne przekonanie. Jamę wykopujesz wtedy, gdy masz dostateczną ilość czasu, ok. 2-3 godz. i chcesz w danym miejscu zatrzymać się na dłużej. Jama_pod_TurbaczemW przeciwnym razie lepszym rozwiązaniem jest namiot, który możesz rozbić w ok. 15 min. Oczywiście, w skrajnych warunkach, kiedy wiatr i mróz są bardzo silne, jama sprawdzi się dużo lepiej. Ważne też żeby miała odpowiednią budowę tzn. wejście musi być niżej, a sama jama musi znaleźć się trochę wyżej. Wynika to z tego, że ciepłe powietrze unosi się do góry.

A: To ciekawe, wygląda na to, że jama to nie taka prozaiczna sprawa. Jakie było ostatnie szkolenie?

R: Terenowe, a więc poruszanie się z mapą w górach, w zróżnicowanym terenie. W tym szkoleniu nie brałem udziału, gdyż radzę sobie w terenie, natomiast dla Wojtka jeszcze na to za wcześnie.

A: Wygląda na to, że był to bardzo intensywny weekend, a co do samych szkoleń to nie były one wyłącznie teoretyczne.

R: Pomiędzy każdym szkoleniem było zaledwie kilkanaście minut przerwy na herbatę czy obiad. Sobota była naprawdę mocno intensywna, zakończona kiełbaskami z ogniska. W niedzielę odbył się bieg sprawdzający w terenie. Nie braliśmy w nim udziału, natomiast chętnie wypróbowaliśmy rakiety śnieżne i zrobiliśmy sobie wycieczkę w okolicach Turbacza.

A: Jakie wrażenia?

R: Rewelacja! Gdybym miał taki sprzęt 15-20 lat temu, gdy chodziłem zimą w Bieszczadach, dziś moje kolana byłyby w innym stanie.

A: Opowiedz jeszcze o nocy pod namiotem. Mróz mocno dawał się we znaki?

R: Jak widać na zdjęciach, namiot był mocno sfatygowany przez wiatr. Moja koncepcja dwóch namiotów sprawdziła się. Pierwszy, zewnętrzny brał na siebie wiatr i śnieg, a wewnętrzny izolował.

A: To był Twój autorski pomysł?

R: Tak, jego wadą było to, że musiałem więcej dźwigać na plecach – plecak w sumie ważył ok 15kg.Namiot_Rafala

A: Zwykły narciarz-turysta chyba nie miałby czego szukać na tym szkoleniu...

R: Fakt, było ono przydatne bardziej dla narciarzy ekstremalnych, choć np. szkolenie medyczne przydałoby się każdemu, zwłaszcza pod kątem odpowiedniego ubierania się i odżywiania w ekstremalnych sytuacjach.

A: Czyli sprawdzona czekolada?

R: Właśnie nie. Okazuje się, że zjedzenie całej tabliczki nie jest dobrym pomysłem. Organizm straci więcej energii, żeby ją strawić, niż będzie w stanie uzyskać.

A: Jeśli nie czekolada, to co?

R: Kanapeczka albo specjalne żele energetyczne.

A: Słyszałam, że maratończycy takimi się wspierają.

R: Zgadza się, tylko należy ostrożnie z nimi postępować, bo dają energię na ok. 40 min., czyli warto je zażyć w sytuacji, gdy wiemy, że do szczytu lub schroniska jest niedaleko.

A: Jakie jeszcze ciekawostki medyczne możesz opowiedzieć?

R: Ciekawy był temat biologii hipotermii.

A: Czyli całkowitego wychłodzenia organizmu?

R: Tak. Kiedy ciało wychłodzi się poniżej 32-33ºC, trudno jest to odwrócić bez ingerencji szpitala. Nawet jeśli okryjesz taką osobę kilkoma kocami i będziesz próbował rozgrzać, organizm nie rozgrzeje się sam z siebie, gdyż stracił zdolność generowania energii cieplnej.

A: To następuje po kilku godzinach?

R: Zapas czasowy jest spory. Sygnałem ostrzegawczym jest „trzęsawka”, która może trwać nawet 5-6 godz., czyli tyle czasu, na ile wystarczy glikogenu w wątrobie. Dopiero jak kończą się drgawki i człowiek uspokaja się, to sygnał, że jest krytycznie. Następnie występuje pogorszenie koordynacji ruchów, majaczenie, aż do utraty przytomności. Jeśli wtedy poszkodowany nie znajdzie się w szpitalu, to koniec.

A: Czy możemy w jakiś sposób zapobiec hipotermii?

R: Na szybkie rozgrzanie są dwa działania. Pierwsze z nich to gorące płyny.

A: Czyli jakieś procenty z piersiówki?

R: Absolutnie nie. Alkoholem możemy zabić. Naczynia krwionośne rozszerzają się, resztki ciepła szybko oddawane są na zewnątrz. Drugą metodą jest rozgrzewanie okolic klatki piersiowej, okolic pod pachami i pachwin. Wtedy układ krwionośny zacznie przenosić ciepło.

A: A co ciekawego usłyszeliście na szkoleniu lawinowym?

R: Usłyszałem o urządzeniach PIMS. Są to niewielkie nadajniki, które należy nosić przy sobie, pod kurtką, inaczej można je stracić w lawinie. Wpadający za rozpiętą kurtkę śnieg jest pod tak dużym ciśnieniem, że może rozerwać kurtkę. Często zdarza się, że osoby znalezione pod śniegiem są rozebrane.

A: Czy są jakieś sposoby, aby bezpiecznie przetrwać lawinę?

R: Idealnie jest jeśli ekipa idzie w dużych odstępach i jest spięta linką. Pierwszy w grupie, którego pociągnie lawina jest wtedy wyrzucony na bok, na zasadzie wahadła i może nawet szkolenie_Turbacznie być zakopany. A jeśli nawet będzie zakopany, to dokładnie będzie można go zlokalizować. Kiedy lawina już zejdzie, trzeba wejść na lawinowisko i próbować odtworzyć trajektorię lotu zakopanego, znalezione po drodze sprzęty położyć na powierzchni w miejscu, gdzie upadły. Pokażą one, jakim torem spadał poszkodowany. Poza tym trzeba zacząć samemu szukać – nartami, kijkami, czymkolwiek. Statystyki pokazują, że większość osób zasypanych w lawinie znajduje się nie głębiej niż 70cm.

A: Ważne jest szybkie działanie.

R: W ciągu pierwszych 15 min. szanse są bardzo duże, potem mocno spadają. Przemyślane i systematyczne działanie ekipy zwiększa szansę na przetrwanie. Podczas szkolenia zapytałem TOPRowca co osoba zabrana przez lawinę może zrobić, by pomóc sobie i ludziom, którzy będą jej szukać. Siła lawiny jest tak ogromna, że nie może zrobić nic. Ratownik GOPR powiedział, że po zasypaniu lawiną człowiek jest tak ściśnięty przez śnieg, że „nie może nawet powieki otworzyć”.

A: To działa na wyobraźnię... Czy masz jeszcze jakąś mniej drastyczną ciekawostkę?

R: Na koniec mogę jeszcze powiedzieć, że w czasie biwaku zimowego dowiedziałem się, jak wielkim wrogiem jest wiatr – może on obniżyć dwukrotnie odczuwalną temperaturę. Przy wietrze rzędu 8 m/s temperaturę -10ºC odczuwamy jak -20ºC.

Drugim utrudniającym czynnikiem jest wilgoć. Na szczęście można jej uniknąć dzięki specjalistycznym namiotom, w których część na głowę odseparowana jest od części na tułów, dzięki czemu wydychane powietrze nie skrapla się w kabinie i śpiwór pozostaje suchy.

A: Przyznam, że dowiedziałam się od Ciebie wielu ciekawych rzeczy. Przerażające jest też to, ile fałszywych przekonań funkcjonuje wśród ludzi, które w sytuacjach krytycznych mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc. Wniosek jest jeden – warto jeździć na takie szkolenia. Dziękuję za rozmowę.

R: Dziękuję.

Zapraszamy również do fotogalerii.

Komentarze  

 
0 #2 brrrZośka 2010-03-05 18:56
Oglądając fotki: brrr, ale tak w ogóle: Rafał, gratulacje! Ja najchętniej pojechałabym teraz gdzieś, gdzie jest ciepła wiosna, a nie na lodowiec :-)
Jak to przeżył Wojtek?
Cytować
 
 
0 #1 Ubuntu 2010-02-24 22:27
Jest krotki filmik - reportaz z tego wydarzenia, dostepny tutaj:
www.youtube.com/watch?v=FWEekVtZUtU&

R.
Cytować
 

Ostatnio aktywni

statystyki

168722
DzisiajDzisiaj290
WczorajWczoraj336
Ten tydzieńTen tydzień1607
Twoje IP :38.107.179.237
Zalogowanych: 0
On-line: 43

Pogoda

Mieczewo
Opiekę sprawuje Studio Przy Lesie